
Każdego dnia, gdy zegar na wieży poznańskiego Ratusza wybija godzinę dwunastą, na Starym Rynku gromadzą się setki turystów i mieszkańców. Wszyscy zadzierają głowy, by zobaczyć dwa niewielkie metalowe zwierzęta, które wychodzą przez małe drzwiczki, kłaniają się publiczności i uderzają rogami dokładnie dwanaście razy. Ten kilkuminutowy spektakl to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów na turystycznej mapie Polski. Skąd jednak wziął się ten zwyczaj i dlaczego akurat koziołki stały się symbolem stolicy Wielkopolski?
Odpowiedź łączy w sobie szesnastowieczną historię odbudowy miasta, kunszt ówczesnych rzemieślników oraz pełną humoru opowieść ludową, bez której trudno wyobrazić sobie poznański Stary Rynek.
Legenda o kucharzyku Pietrku i spalonej pieczeni
Gdy pytamy o genezę tego niezwykłego widowiska, najczęściej przywoływana jest barwna opowieść z połowy XVI wieku. Wśród miejskich podań to właśnie ta historia - koziołki poznańskie legenda i rzeczywistość - tłumaczy całe zamieszanie w sposób wyjątkowo dowcipny.
Po wielkim pożarze miasta w 1536 roku poznański Ratusz został gruntownie przebudowany. Z tej okazji postanowiono wyprawić wielką ucztę dla rajców miejskich oraz wojewody. Przygotowanie głównego dania powierzono młodemu pomocnikowi kucharza o imieniu Pietrek. Chłopak miał pilnować pieczeni z sarniny, która powoli obracała się na ruszcie.
Młody kuchcik był jednak tak ciekawy nowego mechanizmu zegarowego montowanego na wieży, że na chwilę opuścił kuchnię. Ta chwila wystarczyła, by ogień zajął mięso. Przerażony chłopak, bojąc się surowej kary za zniszczenie dania dla dostojników, pobiegł na pobliskie łąki pod murem miejskim, skąd porwał dwa pasące się koziołki. Zamierzał je szybko upiec i podać zamiast spalonej sarny.
Zwierzęta okazały się jednak sprytniejsze od kuchcika. Wyrwały się Pietrkowi i uciekły na sam szczyt wieży ratuszowej. Tam, na gzymsie przed zgromadzonym na dole tłumem mieszczan i gości, zaczęły trykać się rogami. Widok ten tak rozbawił wojewodę oraz samego burmistrza, że darowali kucharzykowi winę, a zegarmistrzowi nakazali dobudować do nowego zegara mechanizm z mechanicznymi koziołkami.
Renesansowa odbudowa ratusza i tło historyczne
Choć opowieść o kucharzu jest legendą, sam fakt powstania zegara i koziołków jest ściśle związany z faktami historycznymi. Po zniszczeniach spowodowanych pożarem z 1536 roku władze Poznania postanowiły przekształcić gotycki gmach w reprezentacyjną, renesansową siedzibę władz miejskich.
Zadanie to powierzono włoskiemu architektowi Janowi Baptyście Quadro z Lugano. To pod jego kierunkiem Ratusz zyskał słynną trzykondygnacyjną loggię i attykę. W 1551 roku podpisano z kolei umowę z mistrzem ślusarskim Bartłomiejem Wolfem z Gubina na wykonanie nowego zegara wieżowego.
W zachowanym kontrakcie znalazł się wyraźny zapis o mechanizmie poruszającym koziołki:
- Zegarmistrz zobowiązał się do stworzenia mechanizmu wskazującego godziny i kwadranse.
- Urządzenie miało poruszać figurami dwóch koziołków zainstalowanymi nad tarczą zegarową.
- Całość miała zostać uruchomiona w samo południe, uświetniając codzienne życie miasta.
Zegar wraz z ruchomymi figurami zaczął działać oficjalnie w 1551 roku, stając się natychmiast techniczną sensacją w całym regionie.
Jak działa mechanizm i dlaczego południe?
Pojawianie się koziołków dokładnie o godzinie 12:00 nie jest przypadkowe. W dawnych wiekach południe było kluczowym punktem orientacyjnym dnia - momentem, w którym słońce znajdowało się w zenicie, a mieszkańcy regulowali swoje zegary i robili przerwę na posiłek. Dodatkowo widowisku towarzyszy tradycyjny hejnał Poznania, grany przez trębacza z wieży.
Współczesny mechanizm działa w pełni automatycznie:
- Punktualnie o 12:00 rozlega się hejnał miasta.
- Nad zegarem otwierają się niewielkie drzwiczki.
- Na platformie wyjeżdżają dwie metalowe figury koziołków.
- Zwierzęta wykonują ruch ku sobie, stykając się rogami dokładnie dwanaście razy.
- Po zakończonym trykaniu platforma cofa się, a drzwiczki zamykają się aż do następnego dnia.
Warto dodać, że obecne figury nie są oryginalnym, szesnastowiecznym dziełem. Pierwotny mechanizm uległ zniszczeniu pod koniec XVII wieku na skutek uderzenia pioruna w wieżę ratuszową. Przez ponad dwa stulecia na wieży nie było koziołków. Tradycję przywrócono dopiero w 1913 roku, a po zniszczeniach II wojny światowej zainstalowano nowy aparat w 1954 roku. W 1991 roku zamontowano nowoczesny, sterowany elektronicznie mechanizm, który służy miastu do dziś.
Poznańskie koziołki zyskały również swoje imiona. W wyniku plebiscytu przeprowadzonego wśród mieszkańców nazwano je Pyrek i Tyrek - nawiązując bezpośrednio do wielkopolskiej gwary, w której “pyra” oznacza ziemniaka, a “tyrać” to ciężko pracować.
Symbol miasta i duma Wielkopolski
Dziś koziołki to nie tylko atrakcja dla wycieczek szkolnych i zagranicznych gości. To stały element tożsamości Poznania, obecny w miejskich gadżetach, sztuce ulicznej, a także w sercach kibiców i mieszkańców.
Dla każdego, kto odwiedza Stary Rynek, obecność pod Ratuszem za piętnaście dwunasta to punkt obowiązkowy. Warto przyjść kilka minut wcześniej, zająć wygodne miejsce naprzeciwko wschodniej elewacji i na własne oczy zobaczyć tradycję, która trwa nieprzerwanie od niemal pięciuset lat.

